Serdecznie witamy wszystkich internautów na stronie Fundacji "Ostoja". Na stronie tej znajdziecie Państwo informacje dotyczące udzielanej pomocy poszkodowanym przez system prawny i bankowy. Bardzo liczymy na Państwa uwagi, pytania, sugestie i komentarze.
Aktualności O fundacji Multimedia Linki Kontakt
l Wrzesień 17 r
Nd
Pn
Wt
Śr
Cz
Pt
So
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
Kontakt:
ul. H. Wieniawskiego 5/9
pokój nr 315
61-712 Poznań
tel.  61 853 66 02
       61 853 67 16
fax. 61 853 66 02

e-mail: fundacja.ostoja@interia.pl
Aktualności
2009.03.23 Sprawa Stanisława Łyżwińskiego

     23 marca 2009r. Fundacja Andrzeja Aumillera "Ostoja"  wystąpiła z pismem do Rzecznika Praw Obywatelskich jak również do Ministra Sprawiedliwości w sprawie Stanisława Łyżwińskiego.


treść listu do Rzecznika Praw Obywatelskich:


"Pan
dr Janusz Kochanowski
Rzecznik Praw Obywatelskich

Ldz.128 /3/09/AA                   



   "Fundacja „Ostoja” zwraca się z uprzejma prośbą do Pana Rzecznika Praw Obywatelskich o interwencję w sprawie Pana Stanisława Łyżwińskiego, który od 22 miesięcy przebywa w areszcie śledczym aby uniknąć kolejnych tragedii jaka miejsce 18 stycznia 2008r., w wyniku której zmarł z głodu Claudiu Curlica. Zmarł w krakowskim szpitalu, do którego trafił z aresztu w stanie agonalnym. W areszcie przebywał w związku z podejrzeniem o kradzież sędziowskiego portfela w jednym z centrów handlowych. Głodówkę rozpoczął na znak protestu przeciwko fałszywemu podejrzeniu. Miał przecież żelazne alibi. W dniu kradzieży nie było go w Polsce. Krakowskie biuro podróży sygnalizowało, iż dysponuje dowodami na niewinność Curlicy. Prokuratora je zlekceważyła. Curlica był niewinny, nie tylko, dlatego, że jego wina nie została orzeczona prawomocnym wyrokiem sądu, także i przede wszystkim, dlatego, iż jego alibi potwierdzili świadkowie - niestety, na skutek stronniczości lub niechlujstwa śledczych dopiero po jego śmierci. Umierał długo, w krakowskim areszcie, na oczach i pod kontrolą funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości. Jedyne, co osiągnął, to dymisja dyrektora tego zakładu karnego. Prokurator nie poniósł żadnej odpowiedzialności za fałszywe oskarżenie. Tyle znaczy dziś w Polsce protest głodowy. Pocieszające jest przynajmniej to, że jego losem przejęła się Rumunia.
      Jej minister spawa zagranicznych złożył dymisję, gdyż jego podwładni nie obronili Curlicy przed polskim wymiarem niesprawiedliwości. Dymisja została przyjęta.
      8 grudnia tegoż samego roku Trybunał w Strasburgu uznał naruszenie przez Polskę prawa do życia innego podejrzanego, który w latach 1997- 2001 przebywał w areszcie cierpiąc na poważne schorzenia kardiologiczne. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że naruszono obowiązek ochrony życia i zdrowia Zbigniewa Dzieciaka, gdyż nie dowieziono go na dwie zaplanowane operacje, nie informowano sądu o stanie jego zdrowia i nie udzielono mu pomocy medycznej w ostatnich dniach życia. Za złamanie Konwencji sąd w Srasburgu uznał także stosowanie w tym przypadku aresztu jako środka zapobiegawczego i automatycznie jego przedłużanie, nie uwzględniające stanu zdrowia.
Jeszcze kilka dni temu myśleliśmy, że nam obywatelom, nic już bardziej hańbiącego nasz wymiar sprawiedliwości przytrafić się nie może. A jednak....
      W marcu br. przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim odbywa się kolejna rozprawa w/s tzw. „seksafery" w Samoobronie”. Oskarżonymi są Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński. Ten ostatni w związku z tą sprawą przebywa od dwudziestu miesięcy w areszcie. Podczas rozprawy jego adwokat zgłasza sędziemu, że nie ma z klientem kontaktu. Dla prowadzącego rozprawę nie ma to znaczenia.  A przecież ten sędzia musi wiedzieć jak ciężko chory jest oskarżony. Dwa miesiące wcześniej sąd w Tomaszowie Mazowieckim, przed którym toczy się inna sprawa z udziałem oskarżonego Łyżwińskiego, z powodu jego stanu zdrowia przerywa rozprawę i wysyła go do szpitala, gdzie jest obecnie leczony tak „efektywnie”, że na kolejne rozprawy przybywa już na wózku inwalidzkim z postępującym paraliżem nogi. Wiadomo, że cierpi on na schorzenia kardiologiczne i neurologiczne   (rwa kulszowa). Jednak stan jego zdrowia i wygląd pogarszają się w takim tempie, że Wanda Łyżwińska obawia się choroby onkologicznej. Ale prokuratura i służby więzienne odmawiają jej informacji zarówno o stanie zdrowia męża, jaki i przebiegu leczenia. Nam za to, sąd nie oszczędza widoku przerażających zmian w wyglądzie i zachowaniu, Łyżwińskiego. A przecież: „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.” Tak nakazuje Konstytucja w Art. 30.
     Dlaczego zatem sędzia prowadzący sprawę „seksafery” odbiera Łyżwińskiemu godność i wystawia jego cierpienie, słabość i nabyte w areszcie kalectwo na widok publiczny? Równie dobrze mógłby kazać, zakuć go w dyby. Gawiedź podobną by miała radość, widząc, co zostało, z dumnego posła Samoobrony.  Dobrze wiemy, że sędziowie są niezawiśli, ale przecież tylko w zakresie orzekania. Ten konkretny sędzia w naszym przekonaniu, wyemancypował się spod nakazów samej Konstytucji oraz ratyfikowanych przez Polskę Konwencji Praw Człowieka.
       Kilka dni później, 16 marca, drugi sędzia ten z Tomaszowa Mazowieckiego, widząc stan oskarżonego oracza proces do kwietnia. Dwie sprawy, dwóch sędziów i dwie epoki oraz kultury prawne. I kolejna decyzja o utajnieniu procesu, tym razem tego w Tomaszowie Mazowieckim. Jak to możliwe, że osoby publiczne sądzone są w tajnych procesach? A przecież w przypadku tzn. „sksafery” obaj - Lepper i Łyżwiński - oskarżeni są o .... KORUPCJĘ!!! (a to, z tego zapewne powodu, ze czyny ich popełnione być miały w czasie kiedy molestowanie nie było w Polsce karane.) A zatem o czyny związane z ich publiczną działalnością. Trudno zrozumieć taką decyzję sędziego, w sytuacji, gdy całą Polska kibicowała prokuratorom  w poszukiwaniu ojca trzeciego dziecka Anety Krawczyk.
     Cała Polska wysłuchiwała jej medialnych zwierzeń i czytała o problemach z potencją wicepremiera, o łazience i ręczniku, a także o wysiłkach, jakie Aneta Krawczyk czyniłaby posłowi Łyżwińskiemu wynagrodzić śmierć córki. Oskarżenia, zatem padały publicznie, ze strony domniemanej ofiary, dziennikarzy, posłów rozpatrujących wniosek o uchylenie immunitetu itp. Kłamstwa również. Jak to o ojcostwie Łyżwińskiego.
    Dlaczego zatem odebrano oskarżonym prawo do publicznej obrony?  Miliony obywateli,  które w różnych okresach głosowały na Samoobronę mają prawo patrzeć sprawiedliwości na ręce,  gdy ta sądzi ich przedstawicieli. Ale także i pozostała część wyborców powinna mieć taką możliwość, zwłaszcza, że zarówno oskarżeni jak i poszkodowane były osobami publicznymi lub działaczkami partyjnymi. Musimy mieć, zatem jasność, kiedy nas okłamywały. Czy wtedy, kiedy pomimo wyrządzonych im krzywd zachęcały nas do głosowania na Samoobronę, czy teraz, kiedy zdecydowały się obciążyć swoich liderów? A zatem od początku do końca „seksafera” jest sprawą publiczną. A tajne procesy mogą  i budzą najgorsze skojarzenia, z czasami słusznie minionych dyktatur.
       Reasumując, przypadek Łyżwińskiego od wcześniej opisanych różni tylko to, że jest stricte polityczny oraz to, że znęcanie się nad nim odbywa się na naszych oczach. Jeśli zmilczymy, staniemy się współodpowiedzialni za to kolejne bezprawie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Można być uprzedzonym do Samoobrony. Można być przekonanym o winie Łyżwińskiego.  Ale nie wolno odbierać mu prawa do życia i zdrowia i uczciwego procesu. Nawet tak okrutny Kodeks Hammurabiego przewidywał oko za oko, śmierć za śmierć. A przecież sędzia, który prowadzi „seksaferę” przebija nawet antyczne prawo oparte na zemście. Za domniemane molestowanie i gwałt odbiera dziś oskarżonemu zdrowie, a jutro może nawet i życie.
       Zdajemy sobie sprawę, że Rzecznik Praw Obywatelskich nie może interweniować  w indywidualnej sprawie osoby tymczasowo aresztowanej, że decyzje w sprawie tymczasowego aresztu należą do niezawisłego sądu. Istota naszej interwencji u Pana Rzecznika Praw Obywatelskich jest prośbą o podjęcie takich działań które zwróciłyby sądom powszechnym uwagę na konieczność poszanowania godności człowieka. Skoro proces Stanisława Łyżwińskiego w całości został utajniony to Sąd Powszechny powinien zadbać aby choroba tymczasowo aresztowanego nie była wykorzystywana medialnie do epatowania widzów jego nieszczęściem.
    Ponieważ uznajemy tak długi okres tymczasowego aresztowania Sta"nisława Łyżwińskiego za całkowicie nie uzasadniony bowiem w sprawie nie zachodzą  już okoliczności uzasadniające obawę matactwa, przyłączamy się do kierowanych do Pana Rzecznika Praw Obywatelskich apeli o podjęcie inicjatywy ustawodawczej która zmierzałaby do takich zmian przepisów procedury karnej, które wprowadziłyby górny limit stosowania aresztu tymczasowego".


treść listu do Ministra Sprawiedliwości:




"Pan
Andrzej Czuma
Minister Sprawiedliwości
Prokurator Generalny RP
Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa


Ldz. 129/3/09/AA                    


          Fundacja „Ostoja” zwraca się z uprzejma prośbą do Pana Ministra Sprawiedliwości o interwencję w sprawie Pana Stanisława Łyżwińskiego, który od 22 miesięcy przebywa w areszcie śledczym aby uniknąć kolejnych tragedii jaka miejsce 18 stycznia 2008r.,  w wyniku której zmarł z głodu Claudiu Curlica. Zmarł w krakowskim szpitalu, do którego trafił  z aresztu w stanie agonalnym. W areszcie przebywał w związku z podejrzeniem o kradzież sędziowskiego portfela w jednym z centrów handlowych. Głodówkę rozpoczął na znak protestu przeciwko fałszywemu podejrzeniu. Miał przecież żelazne alibi.  W dniu kradzieży nie było go w Polsce. Krakowskie biuro podróży sygnalizowało, iż dysponuje dowodami na niewinność Curlicy. Prokuratora je zlekceważyła. Curlica był niewinny, nie tylko, dlatego, że jego wina nie została orzeczona prawomocnym wyrokiem sądu, także i przede wszystkim, dlatego, iż jego alibi potwierdzili świadkowie - niestety, na skutek stronniczości lub niechlujstwa śledczych dopiero po jego śmierci. Umierał długo, w krakowskim areszcie, na oczach i pod kontrolą funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości. Jedyne, co osiągnął, to dymisja dyrektora tego zakładu karnego. Prokurator nie poniósł żadnej odpowiedzialności za fałszywe oskarżenie.  Tyle znaczy dziś w Polsce protest głodowy. Pocieszające jest przynajmniej to, że jego losem przejęła się Rumunia. Jej minister spawa zagranicznych złożył dymisję, gdyż jego podwładni nie obronili Curlicy przed polskim wymiarem niesprawiedliwości. Dymisja została przyjęta.
       8 grudnia tegoż samego roku Trybunał w Strasburgu uznał naruszenie przez Polskę prawa  do życia innego podejrzanego, który w latach 1997- 2001 przebywał w areszcie cierpiąc na poważne schorzenia kardiologiczne. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że naruszono obowiązek ochrony życia i zdrowia Zbigniewa Dzieciaka, gdyż nie dowieziono go na dwie zaplanowane operacje, nie informowano sądu o stanie jego zdrowia i nie udzielono mu pomocy medycznej  w ostatnich dniach życia. Za złamanie Konwencji sąd w Srasburgu uznał także stosowanie w tym przypadku aresztu jako środka zapobiegawczego i automatycznie jego przedłużanie, nie uwzględniające stanu zdrowia.
Jeszcze kilka dni temu myśleliśmy, że nam obywatelom, nic już bardziej hańbiącego nasz wymiar sprawiedliwości przytrafić się nie może. A jednak....
      W marcu br. przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim odbywa się kolejna rozprawa w/s tzw. „seksafery" w Samoobronie”. Oskarżonymi są Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński. Ten ostatni  w związku z tą sprawą przebywa od dwudziestu miesięcy w areszcie. Podczas rozprawy jego adwokat zgłasza sędziemu, że nie ma z klientem kontaktu. Dla prowadzącego rozprawę nie ma to znaczenia.  A przecież ten sędzia musi wiedzieć jak ciężko chory jest oskarżony. Dwa miesiące wcześniej sąd w Tomaszowie Mazowieckim, przed którym toczy się inna sprawa z udziałem oskarżonego Łyżwińskiego, z powodu jego stanu zdrowia przerywa rozprawę i wysyła go do szpitala, gdzie jest obecnie leczony tak „efektywnie”, że na kolejne rozprawy przybywa już na wózku inwalidzkim  z postępującym paraliżem nogi. Wiadomo, że cierpi on na schorzenia kardiologiczne i neurologiczne  (rwa kulszowa). Jednak stan jego zdrowia i wygląd pogarszają się w takim tempie, że Wanda Łyżwińska obawia się choroby onkologicznej. Ale prokuratura i służby więzienne odmawiają jej informacji zarówno o stanie zdrowia męża, jaki i przebiegu leczenia. Nam za to, sąd nie oszczędza widoku przerażających zmian w wyglądzie i zachowaniu, Łyżwińskiego.  A przecież: „Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka  i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.” Tak nakazuje Konstytucja w Art. 30.
     Dlaczego zatem sędzia prowadzący sprawę „seksafery” odbiera Łyżwińskiemu godność i wystawia jego cierpienie, słabość i nabyte w areszcie kalectwo na widok publiczny? Równie dobrze mógłby kazać, zakuć go w dyby. Gawiedź podobną by miała radość, widząc, co zostało, z dumnego posła Samoobrony.   Dobrze wiemy, że sędziowie są niezawiśli, ale przecież tylko w zakresie orzekania. Ten konkretny sędzia w naszym przekonaniu, wyemancypował się spod nakazów samej Konstytucji oraz ratyfikowanych przez Polskę Konwencji Praw Człowieka. Kilka dni później, 16 marca, drugi sędzia ten z Tomaszowa Mazowieckiego, widząc stan oskarżonego oracza proces do kwietnia. Dwie sprawy, dwóch sędziów i dwie epoki oraz kultury prawne. I kolejna decyzja o utajnieniu procesu, tym razem tego w Tomaszowie Mazowieckim.   Jak to możliwe, że osoby publiczne sądzone są w tajnych procesach?  A przecież w przypadku tzn. „sksafery” obaj - Lepper i Łyżwiński - oskarżeni są o .... KORUPCJĘ!!! (a to, z tego zapewne powodu, ze czyny ich popełnione być miały w czasie kiedy molestowanie nie było w Polsce karane.) A zatem o czyny związane z ich publiczną działalnością. Trudno zrozumieć taką decyzję sędziego, w sytuacji, gdy całą Polska kibicowała prokuratorom w poszukiwaniu ojca trzeciego dziecka Anety Krawczyk.
Cała Polska wysłuchiwała jej medialnych zwierzeń i czytała o problemach z potencją wicepremiera, o łazience i ręczniku, a także o wysiłkach, jakie Aneta Krawczyk czyniłaby posłowi Łyżwińskiemu wynagrodzić śmierć córki. Oskarżenia, zatem padały publicznie, ze strony domniemanej ofiary, dziennikarzy, posłów rozpatrujących wniosek o uchylenie immunitetu itp. Kłamstwa również. Jak to o ojcostwie Łyżwińskiego.
     Dlaczego zatem odebrano oskarżonym prawo do publicznej obrony? Miliony obywateli, które w różnych  okresach głosowały na Samoobronę mają prawo patrzeć sprawiedliwości na ręce, gdy ta sądzi ich przedstawicieli. Ale także i pozostała część wyborców powinna mieć taką możliwość, zwłaszcza, że zarówno oskarżeni jak i poszkodowane były osobami publicznymi lub działaczkami partyjnymi.
Musimy mieć, zatem jasność, kiedy nas okłamywały. Czy wtedy, kiedy pomimo wyrządzonych im krzywd zachęcały nas do głosowania na Samoobronę, czy teraz, kiedy zdecydowały się obciążyć swoich liderów? A zatem od początku do końca „seksafera” jest sprawą publiczną. A tajne procesy mogą i budzą najgorsze skojarzenia, z czasami słusznie minionych dyktatur.
    Reasumując, przypadek Łyżwińskiego od wcześniej opisanych różni tylko to, że jest stricte polityczny oraz to, że znęcanie się nad nim odbywa się na naszych oczach. Jeśli zmilczymy, staniemy się współodpowiedzialni za to kolejne bezprawie polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Można być uprzedzonym do Samoobrony. Można być przekonanym o winie Łyżwińskiego.  Ale nie wolno odbierać mu prawa do życia i zdrowia i uczciwego procesu. Nawet tak okrutny Kodeks Hammurabiego przewidywał oko za oko, śmierć za śmierć. A przecież sędzia, który prowadzi „seksaferę” przebija nawet antyczne prawo oparte  na zemście. Za domniemane molestowanie i gwałt odbiera dziś oskarżonemu zdrowie, a jutro może nawet i życie.
      Pragniemy nadmienić, iż w powyższej sprawie Fundacja „Ostoja” wystąpiła do Rzecznika Praw Obywatelskich. Zdając sobie sprawę, że Rzecznik Praw Obywatelskich nie może interweniować                 w indywidualnej sprawie osoby tymczasowo aresztowanej, że decyzje w sprawie tymczasowego aresztu należą do niezawisłego sądu. Istotą naszej interwencji u Pana  Ministra Sprawiedliwości jak również u Rzecznika Praw Obywatelskich jest prośba o podjęcie takich działań które zwróciłyby sądom powszechnym uwagę na konieczność poszanowania godności człowieka. Skoro proces Stanisława Łyżwińskiego w całości został utajniony to Sąd Powszechny powinien zadbać aby choroba tymczasowo aresztowanego nie była wykorzystywana medialnie do epatowania widzów jego nieszczęściem.
    Ponieważ uznajemy tak długi okres tymczasowego aresztowania Stanisława Łyżwińskiego za całkowicie nie uzasadniony bowiem w sprawie nie zachodzą już okoliczności uzasadniające obawę matactwa, przyłączamy się do kierowanych do Pana Ministra Sprawiedliwości jak również do Rzecznika Praw Obywatelskich apeli o podjęcie inicjatywy ustawodawczej która zmierzałaby do takich zmian przepisów procedury karnej, które wprowadziłyby górny limit stosowania aresztu tymczasowego".






Numer konta bankowego: 58 1020 4027 0000 1302 0390 4653
Aktualności O fundacji Multimedia Linki Kontakt
xhtml css
Odwiedzin 2497902(2643309)